Żyję! Kurde, tak zamuliłem jak rzadko kiedy. Tłumaczyć się nie ma sensu, aczkolwiek kwiecień był pełen niespodziewanych wydarzeń i zapchanych weekendów, co za tym idzie czas, który mógłbym przeznaczyć na pisanie jakoś mi umykał, sam nawet nie wiem kiedy. Nie jest to raczej kwestia braku chęci pisania, braku weny czy tematów. Kurde, ostatnio codziennie coś się działo! Koko koko? No temat idealny na bloga! Najman, który znowu dostał w pysk i zakończył „karierę” (Chociaż podobno Adam Małysz już się szykował jako następny rywal. Co prawda mógłby to nie być do końca wyrównany pojedynek, zatem Adaś musiałby wyjść na ring w butach narciarskich). Moje niezbyt częste pisanie to kwestia samodyscypliny, a raczej jej braku. Jakbym zakodował sobie, że raz w tygodniu piszę tekst, to by było fajnie, no ale to nie jest takie proste kiedy dookoła tyle innych fajnych rzeczy można robić. Dlatego zawsze miałem duży szacunek do osób piszących systematyczne felietony. I zawsze ciekawie. Kiedyś nawet miałem propozycję pisania dla jakiegoś serwisu, no ale właśnie przez ową systematyczność, której tak mi brakuje nie potrafiłem się na to zdecydować.
Właściwie brakuje mi wielu rzeczy. Dlaczego u licha w tym kraju nie można pić piwa na ławce w parku? Co to komu przeszkadza? Już powoli robi się ładna pogoda, mam kilka fajnych parków w okolicy, ale co to za frajda z parku, gdy nie można w pełni wykorzystać potencjału ławki? Że to deprawuje młodzież? Młodzież w podstawówce w tym momencie chleje więcej ode mnie, pali szlugi i ćpa. To ja się czuję zdeprawowany przy nich! Zwłaszcza, że ja w ich wieku myślałem, że marihuanę się wstrzykuje strzykawką. Tak sobie myślę, że wiele, wiele lat, kiedy doczekam się już tego pierworodnego (albo pierworodnej) chociaż wolałbym pierworodnego, ale z drugiej strony pierworodna miałaby lepiej w życiu… hmm… to chyba dobry temat na notkę! Muszę zapamiętać! No, w każdym razie jak już się doczekam tego małego potomka, to ja nie wiem jak oddzielę je od wszechogarniającego debilizmu i presji społecznej. Np. teraz są komunie. Kościelne święto. Chuja tam! Komercha na Maksa! Jak słyszę, że teraz jako prezenty daje się Ipady, Iphony, Laptopy, Quady to sobie myślę tak: zajebiście, że Polaków na to stać. To chyba jednak w tym kraju jeszcze nie jest tak źle jak to wszyscy starają się mi dookoła wmówić. Ale z drugiej strony, to jakiś pieprzony wyścig szczurów, wśród rodziców i dzieci. Trzeba się pokazać, kogo to na co nie stać. Wyobrażacie sobie jaką presje musi czuć dziecko, które jako jedyne w klasie nie dostało nowego tabletu, tylko np. rodzice zdecydowali, że wolą pieniądze przeznaczyć na jakieś fajne wczasy z dzieciakiem, co by pozwiedzało trochę świata, albo kupili instrument i opłacili lekcje, by latorośl mogła się rozwijać w jakimś interesującym kierunku, albo w ogóle zabronili kupowania mu drogich prezentów, by od najmłodszych lat nie musiało się taplać w bagnie konsumpcjonizmu i pustego lansu. Ja bym wybrał tę drugą opcję, nawet gdyby to mnie kosztowało utratą sympatii i zrozumienia dzieciaka i otoczenia. Pamiętam, że ja na komunię (rok 1997 bodajże) dostałem miniwieżę sony (dzięki niej i starszemu bratu wyrobiłem sobie gust muzyczny i spędzałem słuchając na niej płyt i radia, nagrywając na kasety ulubione piosenki całe popołudnia, był to okres kiedy z diskopolo, przez Mafię zacząłem słuchać punk rocka), rower (góral ale z błotnikami, a wtedy szczytem lansu był taki bez błotników i z kierownicą w kształcie „rogów”, jeśli wiecie o co mi chodzi) Odkręciłem te błotniki, ale to nie było to, bo miał jeszcze „wieśniacki” jak mi się wówczas wydawało bagażnik. Pamiętam moje rozczarowanie gdy go pierwszy raz zobaczyłem. Ech, wtedy to się miało problemy:) Dostałem jeszcze medalik, zegarek Levisa (wówczas również niedoceniony przeze mnie) i być może coś jeszcze, ale nie pamiętam. Moja starsza siostra dostała kaseciaka typu „jamnik” i coś tam jeszcze, a brat to nawet nie wiem, jest 10 lat ode mnie starszy, więc całkiem możliwe, że go tylko poklepali po plecach ;-) Ale wtedy jakoś nie trzeba było robić dwóch oddzielnych imprez komunijnych jak to się podobno teraz dzieje. Jedna „duchowa”, druga „prezentowa”. Z drugiej strony każdy rodzic ma prawo wychowywać swoje dziecko tak jak mu się to rzewnie podoba. Jestem wielkim przeciwnikiem tego, by np. Państwo mieszało się w to jak dziecko jest wychowywane przez rodziców, sam nigdy nikomu nic nie narzucam a powyższy wywód jest mocno subiektywny. Nie ma jednej objawionej prawdy. Jak to powiedział Paolo Coelho „Jeden lubi jak mu Cyganie grają, drugi jak mu buty śmierdzą”. A propos!
Ja nie wiem, jak ludzie mogą się nie myć. No kurwa, to co się teraz dzieje w tramwajach to jest jakieś połączenie wyprzedaży kurczaków w Realu z wczasami w Namibii. Do tego, że przeciętny Polak czyta pół książki rocznie już przywykłem. To, że co drugi nie rozumie wiadomości też mnie nie dziwi. Ale że co trzeci nie używa szczoteczki do zębów?! Ja pracuję fejs-tu-fejs z klientami i powiem wam, że ich stan uzębienia jest mniej więcej tak dziurawy jak obrona naszej kadry na Euro. To, że czasami muszę w tramwaju jechać trzy przystanki bez wdechu pominę. To jest jakaś jedna wielka masakra, a latem, jak to wszystko zacznie się jeszcze pocić 4 razy bardziej, to już w ogóle chyba zastanowię się w zainwestowanie w maskę gazową i butlę z tlenem.
A jeszcze słówko na temat butli, butelek czy jak temu tam. Ostatnio pisałem, że gdy przydarzy mi się „dłuższe posiedzenie” w WC to zabieram z sobą telefon. No to teraz będę się tłumaczył. Otóż, kiedy zasiądę na tym jakże ważnym dla każdego miejscu po prostu uwielbiam czytać. Cokolwiek! Czasami zabieram ze sobą książkę, czasami gazetę, ale zazwyczaj telefon. Mogę sobie w nim w tym czasie pokasować smsy, poczytać jakieś notatki, które kiedyś porobiłem, czy nawet poczytać artykuły przez net. No i ostatnio jak nie miałem telefonu znowu miałem ochotę sobie poczytać, ale nie miałem nic pod ręką. Rozglądam się, rozglądam – są! Żele do mycia ciała. Damski i męski. No to sobie poczytam! – myślę – co tam na obu butelkach pisze. Najpierw damski: „Intensywność wanilii i unikatowy bukiet specjalnie dobranych orzeźwiających aromatów doprowadzą Twoje ciało do ekstazy! Ten żel do ciała to coś więcej niż zwykły żel, to emocjonująca podróż w świat zupełnie nowych doznań, która sprawi, że codzienne mycie ciała stanie się dla Ciebie ekskluzywnym doznaniem, po którym nie będziesz chciała wychodzić spod prysznica”. Nie jest to cytat dosłowny, bo to była już jakiś czas temu. Myślę sobie – już wiem gdzie zatrudniają studentów po polonistyce. Brakowało tylko żeby to było napisane wierszem. Nieźle. Biorę do ręki mój żel. Co jest napisane?: „Żel do ciała. Spienić i spłukać”.
Dziękuję, dobranoc :) Przyjemnego wieczoru.
W poniedziałek pojechałem do mieszkania z mojej wiochy. Studiuję w mieście, w weekendy jestem na wiosce. No i tak się złożyło, że zapomniałem wziąć z domu telefon. Zorientowałem się dopiero na miejscu, a wracać tyle 30 kilometrów to mi się nieszczególnie chciało. Pierwsza myśl: KURWA MAĆ. Druga myśl: A, chuj z tym, to tylko kilka dni. W czwartek wracam. Telefon komórkowy to błogosławieństwo i przekleństwo. Obecnie jest przedłużeniem ręki. Nie wierzę, że potraficie na powiedzmy tydzień wyłączyć telefon, włożyć go do szuflady biurka i mieć nań wyjebane. Zwłaszcza pokolenie obecnych nastolatków, którzy zakładają nawet fanpejdże na fejsbuniu w stylu „śpię z telefonem koło głowy” – (BTW, WTF?! Co mnie to kurwa obchodzi?), chyba prędzej by się mogła przez tydzień nie myć niż nie korzystać z telefonu.
Chociaż nigdy nie uważałem siebie za osobę uzależnioną od telefonu i często zdarza mi się wychodzić gdzieś nie biorąc go ze sobą, bo zwyczajnie zapominam, to nie powiem, na początku czułem pewien dyskomfort związany z jego brakiem. Zawsze jest ta niepewność czy ktoś do ciebie akurat nie zadzwoni w ważnej sprawie, czy to, że nie możesz sobie sprawdzić akurat wtedy, kiedy potrzebujesz rozkładu jazdy ZDITM. Odruchowo wychodząc z mieszkania szukałem telefonu, zwłaszcza, że jak już kiedyś pisałem służy mi do różnych spraw;) Jednak dosyć szybko brak tej smyczy przestał mi uwierać. Pomyśl - wychodzisz sobie na miasto, na uczelnię, gdziekolwiek i masz święty spokój. Nie dzwonią do ciebie z żadnych infolinii, nie dostajesz gównianych smsów, że wygrałeś lamborghini, czy że zadzwoni zaraz do mnie Hubert z milionerów. A jeżeli komuś bardzo zależy by się z tobą skontaktować – to moim zdaniem – jeżeli tak komuś zależy, to znajdzie sposób by to zrobić bez telefonu. A jeżeli chcesz się z kimś umówić, to są inne sposoby niż dzwonienie czy pisanie smsów. Normalnie katharsis. Nasi rodzice potrafili sobie radzić bez telefonów, po prostu się wcześniej dogadywali w stylu: „Tam i tam, o tej i o tej godzinie” i sprawa była załatwiona. Z tym, że kiedyś ludzie dawali słowo, to go dotrzymywali. Teraz też dają, ale raczej dupy w tej kwestii:)
Nie jestem przeciwnikiem w ogóle korzystania z mobilnych urządzeń. Ba! Ja kocham nowoczesną technologię. Gdyby mnie było stać sam bym sobie kupił ipada. Telefony, tablety, mp4, laptopy czy netbooki to są rzeczy bardzo przydatne, ale źle się zaczyna dziać, kiedy wychodzisz do kibla i zabierasz ze sobą laptopa. Ze mną i tak nie jest najlepiej, bo zazwyczaj zabieram ze sobą telefon (ale o tym dlaczego, będzie w następnej notce;). Trzeba znać umiar, jak we wszystkim.
Sprawa bycia na uwięzi nie dotyczy tylko telefonów. Nie wchodź przez tydzień na fejsbuka. Nie odpalaj Internetu przez kilka dni, nie włączaj TV przez tydzień, nie pij kawy, nie pal szlugów i nie pij piwa w weekend. Ciężka sprawa, co? Uzależnienia są różne. Każdy jakieś ma, czasami nawet nie zdajemy sobie z nich sprawy, a najśmieszniejsze jest to, że uważamy się za ludzi wolnych. Jesteś pewny, że mimo iż w lustrze tego nie widać, nie jesteś oplątany od stóp do głowy… światłowodami?

Też tak macie, że gdy po zajrzeniu do lodówki dochodzi do was świadomość, że na samym lodzie z zamrażalnika długo się nie pojedzie i zimny dreszcze przeszywa wam plecy na myśl, że musicie się udać na zakupy do sklepu? Nie da się ukryć, że robienie zakupów to nie jest moje ulubione zajęcie. Nie lubię hipermarketów. Nie lubię Reala bo jako fan FC Barcelony wszystko o tej nazwie kojarzy mi się źle, poza tym nie lubię molochów. Nie lubię Selgrosa bo tam kiedyś jakieś karty trzeba było mieć żeby można było wejść (i to i tak max dwie osoby), i mam traumę, bo jeździłem z rodzicami a zawsze musiałem wchodzić z jakimś obcym panem albo babą. Jak mnie gdzieś nie chcą, to niech się gonią. Na myśl o Tesco przypominają mi się słowa poety, że „jesteśmy jak ci brzydcy ludzie z Tesco” i czuję jakieś wewnętrzne „fuj” do tego sklepu. Nie lubię Carrefoura. Noż kurwa, żeby w dziale z nabiałem nie było szukanego przeze mnie mleka, które znajduje się na drugim końcu sklepu między makaronem a ryżem? Poza tym w „kerfie” nie ma Gorzkiej Żołądkowej! Serio! Przynajmniej w tym, do którego ja czasem zachodzę. Jest cały regał wódek, a tej najlepszej na świecie nie ma. Wstyd. Warto iść tam chyba tylko ze względu na bułki po 19 groszy. Ja rozumiem jeszcze, żeby do Reala iść po jogurty za 1.29, ale zapierdzielać taki kawał dla bułek? To trochę przesada. W Ałszanach nie bywam, w Piotrze i Pawle rzadko a innych sklepów nie znam chyba nawet. Dlatego właśnie KOCHAM BIEDRONKĘ!
Może sobie Kaczyński mówić, że to sklep dla ubogich (ale do diaska, jeszcze studentem jestem, więc się do tej kategorii tak czy siak zaliczam), może i czasem ktoś znajdzie kawałek cegły w brokułach. Może nawet istnieje tam wyzysk pracowników (który oczywiście dla konsumentów jest dobry, bo obniża ceny produktów). Ale jest to sklep doskonały. Jest w nim wszystko czego człowiekowi do szczęścia potrzeba. Jeszcze do niedawna były tam właściwie prawie same „tanie odpowiedniki” droższych produktów. Ale ostatnio „Biedra” przeszła metamorfozę. Dobrej jakości soki – Np. Don Simon, najlepszy sok jaki piłem, z wyciskanych owoców – inne Tymbarki, Cappy czy Tomy mogą się schować. Niestety podrożał z 4.99 na 5.49 :( Dobre parówki, dobre suche kiełbasy, promocje na Carlsbergi, tanie i dobre płaty Tortilli, a kosmetyki – identyczne jak w Superfarmie – (oczywiście tylko niektóre, bo wyboru pod tym względem nie ma szalonego) a tańsze gdzieś o 20%. Poza tym, nawet jeżeli już są tam odpowiedniki made by Biedra to niektóre i tak są warte zakupu. Np. energetyk Be Power – różnicy w smaku między nim a np. Tigerem nie ma. Czipsy Top Chips już chyba zdążyły obrosnąć legendą – wiadomo najlepsze czipsy. A poza tym? Dzisiaj będąc w Biedrze ujrzałem Żołądkową Gorzką De Luxe i Żołądkową Gorzką Tradycyjną. Wzruszył mnie ten widok. To kamień milowy. Jesteśmy świadkami przemiany taniego dyskontu ze Złotą Gorzką (podróba GŻ, poniewierająca, ale nadająca się do picia od biedy) na półce, po sklep w którym możemy znaleźć najbardziej wyszukane trunki.
No i chyba będę musiał tam iść i go kupić. Wszakże jest dzisiaj co świętować. 5 urodziny bloga mamy dzisiaj:)
PS. Gość właśnie mi tu zaczyna wiercić w ścianie i zakładać domofon. Nie ma to jak niezły, darmowy dubstep.
Dawno mnie nie było, ale sami musicie mnie zrozumieć - ciągłe spotkania z politykami, audiencje u Papieża i konferencje na wyższych uczelniach z cyklu "jak pić piwo nosem" dla studentów pierwszego roku są zajmujące i czasu nie miałem zbyt wiele ostatnio, ale ogłaszam postanowieine poprawy. Ba! uznałem, że będę pierdolił o czymkolwiek, nawet jeżeli będzie to kilka zdań o czymś co mi akurat się spodobało lub nie. OK ale nie zamulam już i powracam do dzielenia się z wami moimi jakże błyskotliwymi przemyśleniami;)
Chciałem dzisiaj wyjść naprzeciw tym wszystkim, którzy narzekają, marudzą i biadolą jak to im źle w naszym kraju. Otóż pora to powiedzieć głośno – Polska jest krajem w którym niechciałby żyć tylko ktoś, kto rutynę, szablonowość i nudę stawia na piedestale. Dla mnie, gdy słyszę słowo Polska widzę ten bursztynowy świerzop, grykę jak śnieg białą i pałającą panieńskim rumieńcem dzięcielinę. Widzę tę polską mleczną krowę, i uśmiechającą się świnię. Polska jest ważna, a dlaczego jest wspaniałym krajem świadczy chociażby 10 poniższych dowodów:

Polska to chyba jedyny kraj na świecie, w którym jedzenie leży na ulicy! Krzyczą ludzie o aferze solnej, że chamstwo w Państwie. Hmm… skoro okazuje się, że możemy jeść sól przemysłową, to ta staje się solą jadalną, codziennego użytku. Skoro sól jadalna, codziennego użytku zostaje wysypywana na drogi należy tylko pogratulować odpowiedzialnym za to firmom. Dziękujemy! Kto wie, może niedługo okaże się, że woda, która płynie do ścieków to woda pitna. Do kraju „miodem i mlekiem płynącego” jeszcze nam może trochę brakuje, ale staramy się, cały czas do przodu.

Gdy rozstąpią się niebiosa i Jezus zejdzie na ziemię, niechybnie ogłosi się królem Polski! W końcu nie po to budowaliśmy tak zajebiście wielki Jego pomnik, żeby teraz nic z tego nie mieć, prawda? No przecież nie powie: „No, chyba was pojebało z tym pomnikiem! Nie macie większych wydatków? Głodować nie głodujecie, bo jedzenie na ulicy leży, ale na pewno jakimś organizacjom pomocy społecznej te pieniądze by się przydały.” Nie, na pewno mu się to spodoba i przybije każdemu z osobna piątkę.

W Polsce mamy prawie 40 milionów osób i KAŻDY zna się na WSZYSTKIM. Tu nie ma znaczenia czy rozmawiamy o polityce, sporcie czy fryzurze Kasi Cichopek. Każdy z nas to pierdolony znawca wszystkiego. Po prostu ewenement na skalę światową. A jak już trafi się element, który zobaczy dwa odcinki programu na Discovery albo TVP Historia, to już w ogóle alfa i omega na pełen etat. Spotkać się z opinią, iż „nie wypowiadam się, bo nie mam o tym pojęcia” to jak spotkać się z Czarnoksiężnikiem z krainy Oz. Czasami wydaje mi się, że każdy ma na czole napis: Pieprz Google, spytaj mnie!

Nie ma szans na Tsunami. Nie wiem jak mocno Szwedzi musieliby napierdalać kijkiem po drugiej stronie morza, żeby w Polsce powstała większa fala.
Położenie między Rosją a Niemcami. Mimo iż w przeszłości warunki naszego położenia geograficznego nie były – najogólniej mówiąc – najprzychylniejsze i najbardziej komfortowe, to w tej chwili, po tylu latach wydaje mi się, że czerpiemy pełnymi garściami z krajów ościennych. Potrafimy wypić prawie tyle co ruskie, ale nie pijemy jeszcze na wiadra, a Borygo cały czas służy swemu pierwszorzędnemu przeznaczeniu. Słowiańska uroda kobiet to też kwestia niezaprzeczalna (całe szczęście, że w tym przypadku nie czerpiemy od niemieckich kaszalotów). Połowa polaków jeździ niemieckimi samochodami. Nawet czasami wyjeżdżają do Niemiec bez samochodu a wracają z niemieckim. Ależ nas tam muszą lubić!

W Polsce występują dwa wspaniałe wyrażenia, których chyba nie ma w innych językach. Mianowicie są to: „załatwić” i „dogadać się”. Pan Lobbysta idzie do Pana Polityka i „załatwia” przepchnięcie ustawy. Pan Polityk mówi, że się „dogadają” i sprawa będzie „załatwiona”:) Bez znajomości tych dwóch określeń i wiedzy w jaki sposób ich używać – nie ma się szans na przetrwanie w Polsce. Ale dla każdego Polaka stosowanie tych pojęć to jest elementarz.

Rodzinność – Polacy uwielbiają spacerować całymi rodzinami. Nie ma to jak wspólna wycieczka w niedzielne popołudnie do centrum handlowego.

Mobilizacja – nieważne czy to rodzina Radia Maryja, Kibole czy Geje. Jeżeli nadarzy się okazja by się zorganizować i komuś dopierdolić, to Polacy zawsze taką okazję wykorzystają.
Tolerancyjność – tolerujemy kłamców w Sejmie, złodziei i chamów w urzędach. Tolerujemy nawet najbardziej nietolerancyjne środowiska jakimi są feministki, homosie i socjaliści. Bo nikt nie zionie większą nienawiścią do ludzi i innych poglądów, jak właśnie wyżej wymienione grupy. Polacy potrafią tolerować prawie wszystko. Ale koszulki bez orzełka to już była kurwa gruba przesada panie Lato! Dobrze, że tutaj wykorzystaliśmy zdolności z punktu ósmego ;)

Jesteśmy dla siebie bardzo mili, a jeżeli chcecie trochę chamstwa musicie się naprawdę mocno wysilić. Chyba, że akurat znajdujemy się: w pracy, na zakupach, u lekarza, w tramwaju, w pociągu, w samochodzie, w parku, w lesie, na lotnisku, w urzędzie skarbowym, na weselu, w kinie, nad jeziorem, na grillu u sąsiada, w poczekalni do psychologa… itd.
PS. Tak, duża ilość obrazków ma rekompensować ogólne rozczarowanie poziomem notki:)

®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®® ®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®®
Masz tu, ty wedlu brzydki! A żebyś się udławił tymi e®kami!
Wiem, że się narażę mojej dziewczynie, ale Wedel tak poleciał w chuja, że to się w pale nie chce mi zmieścić.
Nie wiecie o co kaman?
Gratuluję Wedlowi. Cały ich marketing, reklamy ze słitaśnymi fretkami(?) czy co to tam było, promocje biletów na euro 2012 i inne promocje właśnie poszły w pizdu.
Nie jadam słodyczy w dużych ilościach. Ptasie Mleczko ® lubię, i ich czekolady też, ale te konkurencyjne też mi smakują. Aczkolwiek wkurwia mnie zachowanie wielkiej korporacji względem blogerki, która podając przepis promowała(!) przy okazji ich produkt. Czy takie akcje będa na porządku dziennym po wprowadzeniu Acty-srakty? Obawiam się, że tak.
Zatem BOJKOT! Od tej pory LOVE MILKA!
czwartek, 17 maja 2012
Licznik odwiedzin: 352 262 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Subiektywny przegląd wydarzeń z mojego życia. Innymi słowy - piszę o tym, co mnie wnerwia, czyt. wyładowuję swoją frustrację kumulowaną poprzez to, że świat nie jest ułożony po mojemu. GG: 9952916